| Flamenco.com.pl |
|
Etymologia słowa „flamenco” do tej pory nie została
do końca wyjaśniona. Przypuszczalnie
pochodzi ono od łacińskiego słowa „flamma” oznaczającego ogień, a
ognisty charakter mają właśnie narodowe pieśni i tańce hiszpańskie.
Przypuszcza się także, że flamenco może pochodzić od kultu ognia i
na początku mogło być związane z rytuałami.
Według niektórych badaczy flamenco
zostało przyniesione do Hiszpanii w XVI wieku podczas panowania Karola V przez
Cyganów pochodzących z Flandrii, zatem wywodzi się od słowa „Flandria”.
Inni natomiast uważają, że od słowa „flamandczyk”.
Słowo to w XVI wieku stało się synonimem osoby chytrej.
W tym czasie na dworze hiszpańskim dominowała bowiem znienawidzona
przez lud arystokracja flamandzka. Ponieważ
Cygani byli postrzegani także jako oszuści i włóczędzy, ich twórczość
nazwano „flamenco”.
Jeszcze inni teoretycy flamenco upatrują podobieństwo tej sztuki do
ptaka flaminga (po hiszpańsku: „flamenco”).
Porównują oni kostiumy tancerzy flamenco podkreślające bogactwo figur
z ekscentrycznymi ruchami tego egzotycznego ptaka.
W Andaluzji „flamenco” i „gitano”
czyli „cygański” to synonimy. Hipotezie
o indyjskim pochodzeniu Cyganów wierni byli także Frederico
Garcia Lorca ,jeden
z największych poetów hiszpańskich i kompozytor Manuel de Falla.
Teoretyk tańca Alfonso Claramunt twierdzi, że cygańskie plemiona zostały
wygnane z Indii w 1400 roku przez wojska Tamerlana i powędrowały w różne
strony świata, a w Hiszpanii pojawiły się razem z wojskami Saracenów.
Łącząc swoją tradycję z ówczesną kulturą hiszpańską stworzyli
flamenco.
Można więc powiedzieć, że sztuka flamenco powstała w wyniku
asymilacji najcenniejszych elementów z czterech kultur, które pojawiały się
na Półwyspie Iberyjskim w różnym czasie.
Aby zrozumieć specyfikę flamenco można porównać go z
Interesujące rozważania o fenomenie flamenco przedstawia badacz tańca
Vincent Marrero. Porównując tańce
Basków żyjących w trudnych górskich warunkach klimatycznych z tańcami
andaluzyjskimi, zwraca on uwagę, że u Basków dominują tańce wesołe, a u
Cyganów ze słonecznej i suchej Andaluzji – tragizm, który wynika z poczucia
osamotnienia. Solowy taniec narodowy jest czymś raczej niespotykanym.
Przecież taniec powstał jako wspólna
aktywność ludzka. Siły
wyzwalające go wiązały się bowiem z wojną, religią, miłością, a więc
czymś wspólnym. W tańcu flamenco natomiast siły te zlane są razem.
Wojowniczość i miłosna namiętność łączy w tańcu jedna osoba, która
musi wyrazić swoje uczucia bez przeciwnika, którego należy zabić, bez
ukochanej ku której skierowana jest jej miłość.
Należy przy tym zauważyć, że taniec flamenco nie potrzebuje szerokiej
przestrzeni scenicznej. Dlatego też sztukę flamenco zaczęto nazywać „hondo”,
czyli to co wysokie, wzniosłe, wymagające wnętrza, przekazujące silne głębokie
uczucia.
Na ogół oba pojęcia – flamenco i
hondo – używa się jak synonimów lub też jako dwa style o wspólnym
rodowodzie. Jose Cabaliero Bonald
(autor książki „Taniec andaluzyjski”) rozróżnia taniec flamenco, do którego
zalicza bulerias i garrotin oraz hondo, na który składają się alegrias,
zapateado, soleares czy siguiriyas. Wspomniany Z inicjatywy j Lorci oraz Manuela de Falli – został zorganizowany 13-14 lipca 1922 roku w Granadzie pierwszy festiwal śpiewu „cante hondo”, a kilka miesięcy wcześniej 19 lutego Lorca wystąpił w Granadzie ze swoim wykładem o „cante hondo” i następnie wydał tom poezji pod takim samym tytułem. Natomiast Manuel de Falla wykorzystując w swoich kompozycjach melodie flamenco rozsławił muzykę hiszpańską na całym świecie. Narodziny
tańca flamenco.
Początków tańca flamenco należy szukać w ubogim życiu człowieka dawnych
czasów. Ponieważ nie dysponował on żadnymi instrumentami muzycznymi,
akompaniował sobie do śpiewu za pomocą prostych środków artystycznych
takich jak
Taniec flamenco nie jest związany z położeniem geograficznym. Zatem nie
można traktować go jako specyficznego tylko dla jednej części Hiszpanii –
Andaluzji. Chociaż Cyganie woleli zawsze suchy i ciepły klimat tej
krainy, najbardziej sprzyjający koczowniczemu trybowi życia, taniec flamenco
nie jest wyłącznie tworem andaluzyjskim. Sztuka ta powstawała i w
jaskiniach Sacromonte w Granadzie, i nad brzegami rzeki Tajo, i w pałacach, i
na podwórkach sklepików w Barcelonie.
Pieśni flamenco systematycznie wzbogacano choreografią i nie można się temu
dziwić, ponieważ taniec rodzi się tam gdzie jest rytm. Zawsze pojawiał
się artysta, który jako pierwszy zaczynał tańczyć popularne pieśni
flamenco. Mówi się, że Antonio El Pintor wymyślił zapateado, Rosario
Monche (Mejorana) – soleares; Joaquin El Feo – tientos; Juan Canches (Estampio)
– alegrias, Vincent Escudero jako pierwszy wykonał cygańską siguiriy’ę
oraz rutnę wykonywaną bez muzycznego podkładu tylko do pstrykania palcami i
postukiwania w drewnianą podłogę; Pilar Lopez wprowadziła do siguiriyi
i tientos szczękające kastaniety; Antonio opracował taniec do pieśni kowalów
– martinete; Rosario podarował nam taniec taranto; Flora Albaisin i Manolo
Vargas jako pierwsi
Na początku tancerze i tancerki byli specjalistami w konkretnych tańcach:
kobiety tańczyły soleares, tangos, alegrias oraz fandangos; mężczyźni –
zapateado, farrukę, alegrias, garrotin i bulerias. Jednakże potrzeby
widzów zmusiły tancerzy do rozszerzenia repertuaru. Mężczyźni zaczęli
tańczyć kobiece style, a kobiety – męskie. Cafe
Cantates.
W historii sztuki andaluzyjskich Cyganów, bez względu na ich pochodzenie –
indyjskie, arabskie czy egipskie, była niewątpliwie epoka czystej
improwizacji, epoka bezinteresownej tanecznej twórczości rodzinnej z dala od
postronnych oczu. Kiedy powstały grupy flamenco występujące za opłatą,
kiedy zaczęto organizować zawody w zapateado dla profesjonalistów, taniec
flamenco stracił swoją żywiołowość i naturalność. Wyjątki stanowiły
tylko improwizowane występy dla wąskiego kręgu znawców. Zatem flamenco
w czystej pierwotnej formie spotyka się coraz rzadziej: nie ma go już w
jaskiniach Sacramonte w Granadzie, ani w małych kawiarniach, ani tym bardziej w
dużych salach koncertowych. Zakażone komercją jest bez przerwy
falsyfikowane nadmiarem wyniosłych i zbyt pewnych siebie wykonawców , którzy
za kilka monet lub wygodny kontrakt gotowi są wydobyć wszystko ze swojej
egzotycznej urody i z odziedziczonego po przodkach wyczucia, wyzwalając w ten
sposób burzę zachwytu na tzw. galach tylko dlatego, że są młodzi i zwinni.
Prawdopodobnie można gdzieś jeszcze zobaczyć resztki zapomnianej kultury tańca
i blaski sławnej przeszłości flamenco, której pragną służyć historyczni
artyści wykonując swoje improwizacje na grupowych czy to solowych występach.
W XIX wieku w większych miastach hiszpańskich pojawiają się pierwsze cafe
cantates. Jednymi z najbardziej znanych były Cafe Burriero i Cafe
Silverio w Sewilli (której nazwa pochodziła od nazwiska znakomitego kantatora
Silverio Franconetti), czy Cafe de Chinitas w Maladze lub Cafe de la Madrid
(gdzie występowały gwiazdy
W 1915 roku Cafe Masia przeszło na własność osiadłego w Ciudad Condal
znakomitego gitarzysty Miguela Borrulia, założyciela artystycznej dynastii
Borrulia. Nieprzeciętne umiejętności organizatorskie oraz niepospolite
wyczucie pomogły mu przyciągnąć do siebie wielu znakomitych artystów.
Wystarczy wymienić kilku z przedstawicieli trupy występującej na scenie tej
kawiarni (wkrótce przemianowanej na „Vilia Rosa”), aby pokazać jak kwitło
w niej życie artystyczne całkowicie przyćmiewając inne kawiarnie. Śpiewała
tutaj Pastora Pavon (La Ninia de los Peynes), występowali Manuel Torres
– w pełnym znaczeniu tego słowa „król siguiriyi”, Manuel Valeho –
kantator i wykonawca fandango i bulerias, Joaquin Vargas (El Coho de Malaga) –
występujący kilka sezonów pod rząd.
Z upływem czasu w Vilia Rosa pojawiały się nowe gwiazdy. Pośród nich
był Paco Lusena, który zadedykował Barcelonie „Tango cygańskie” i stał
się dzięki temu niezwykle popularnym. Urodziwy śpiewak i znakomity
gitarzysta miał w zwyczaju na swoich występach otwierających sezon, psuć
gitarę, ponieważ uważał, że po naprawie będzie ona miała lepsze
brzmienie.
Miguel Borrul był nadzwyczaj wybredny przy doborze kantatorów i trancerzy, i
ci którzy chcieli u niego tańczyć musieli dopasować się do wysokiego
poziomu grupy. Największy rozkwit Cafe Vilia Rosa przypadł na okres między
pierwszą a drugą Wojną Światową. W tym czasie cafe otrzymało nazwę
„Świątynia flamenco”. Występowały w nim wówczas Juana Vargas (La
Macarrona) i Magdalena Seda (La Malena) pochodzące z miasta Jerez, nieprześcignione
wykonawczynie alegrias; Rafaela Valverde (La Tangera) – znakomita tancerka
farruki; Concha (La Chicharra) – z gracją wykonująca „crispin” obecnie
zapomniany już żartobliwy taniec katalońskich Cyganów, w którym tancerka
zdejmowała po kolei po jednej części garderoby, tak że pod koniec zostawała
tylko w ostatniej wewnętrznej warstwie spódnicy. 30 lat później Trini
Borrul wykonała ten zabawny taniec według własnego stylu i przerobiła go na
striptiz.
Córki właściciela kawiarni – piękna Julia, która była modelką
znakomitego kordowskiego malarza Romero do Torresa, oraz jej siostry Izabel i
Concha Burrul, wcześnie objawiające swoje umiejętności taneczne, od dziecka
brały udział w przedstawieniach, przy czym to właśnie Koncha jako pierwsza
wykorzystała w alegrias kastaniety.
Z nie mniejszym rozgłosem tańczyli mężczyźni. Wystarczy choćby
wspomnieć sewiliańczyka Faico, twórcę farruci. Jego maniera wykonawcza
była podchwycona i uzupełniona przez innych tancerzy – Antonio Ramiresa i
Manuela del Rio (El Mohigongo).
Można także przypomnieć nazwiska Antonia Vidalia (Antonia del Bilbao),
znakomitego mistrza zapateado; Rafaela Vega (El Cinciliero) partnera tancerki La
Beli Otero, z którą wyjechał do Rosji; Jose Molina, który pod koniec swojego
życia uczył w szkole tańca w Barcelonie.
Z nieprzemijającą sławą w cafe występowali także Manolilo de la Rosa i dwóch
innych tancerzy, którzy potem poświęcili się nauczaniu flamenco.
Stworzyli oni swój system poruszania rękoma i własną metodę zapateado.
Byli to Juan Sanchez (Estampio) i Francisco Leon (Frascilo) mąż Francisci
Gonzales (La Cici) do końca życia uczącej jego systemu w Madrycie.
Opuszczając scenę wielu tancerzy, takich jak Coronas, Batista, bracia Paco i
Vincent Peyes, Enrique i Federico Lara, Lombardero, Concha Borrul, zostawało
w Barcelonie i zajmowało się nauczaniem tańca flamenco.
Upadek cafe cantates datuje się na rok 1910, kiedy flamenco przenosi się na
estrady tzw. tabalaos flamencos. Ze względu na coraz większą
komercjalizację i odcięcie od korzeni, flamenco zaczyna tracić swój
naturalny wyraz i koloryt. Próbę uratowania oryginalnej muzyki flamenco
podjęli Manuel de Fallia i Frederico Garcia Lorca, którzy wspólnie
zorganizowali w 1922 roku konkursu flamenco w Granadzie. Pomimo tego
flamenco było nadal w złym stanie i dopiero kolejny festiwalu tej muzyki w
Kordobie 1956 roku zapoczątkowało powrót świetności flamenco.
Niewątpliwie zasługa rozpowszechnienia flamenco na świecie przypadła
Siergiejowi Diagilewowi. W maju 1921 roku włączył on do programu
rosyjskiego baletu występującego w Paryżu w teatrze Gaite Liryque
przedstawienie flamenco w postaci takiej, jak było grane w hiszpańskich
tawernach. Kostiumy i dekoracje do przedstawienia zaprojektował Pablo
Picasso. La Minerita zatańczyła malaguenę, Rohas i El Tiehero – tango
cygańskie, Maria de Albaisin – farrukę, Estampio – alegrias, Rubia de
Jerez – alegrias i żywy garrotin, Gabriela Claviho (Gabriela Garrotina) wesoły
garrotin, a na zakończenie La Lopez i El Moreno wykonali aragońską jotę, osiągając
sukces wśród zagranicznej publiczności. Inspiracje
flamenco w muzyce klasycznej.
Muzykę flamenco nierzadko wykorzystywali w swoich utworach kompozytorzy hiszpańscy
tacy jak Antonio Soler, Fernando Sors, Joaquin Malats, Izaak Albeniz, Enrique
Granados, Juan Manen, Roberto Jerard, Federico Mompu, Amadeo Vives, Rafael
Ferrer, Joaquin Nin-Culmiel, Ramon Vives... Najważniejszym
z nich był Manuel de Falla – Matheu. Po raz pierwszy utwór flamenco
dla orkiestry został wykorzystany przez M de Fallę w balecie „Czarodziejska
miłość” – utworze przesiąkniętym duchem flamenco i najbardziej
popularnym z całego repertuaru baletowego Hiszpanii. W muzyczną kanwę
baletu w sposób naturalny zostały wplecione rytmy farruki (w pierwszej pieśni),
garrotina i farruki , melodia zambry i tientos wyraźnie słyszalne w
„rytualnym tańcu ogrnia”, bulerias – w „pieśni ognia”. W
finale słychać powolne soleares i siguiriy’ę.
Pierwsze przedstawienie tego baletu odbyło się w Teatrze Alhambra w
Londynie w 1914 roku pod nazwą „Sewilskie czary”. Nie zyskał on
jednak dużej sympatii widzów, chociaż występowały w nim takie gwiazdy
flamenco jak: Antonia Merse (Argentina), Faico, Antonio de Bilbao i Manuel Real
(Relito). Balet
de Falli włączali w swój dorobek wszyscy wiodący choreografowie hiszpańscy
kierujący własnymi grupami baletowymi. W każdej inscenizacji widać
indywidualność choreografa, każde przedstawienie charakteryzowała głęboka
znajomość specyfiki języka flamenco. W spektaklu stworzonym przez Pilar
Lopez z udziałem Paco de Rondy i Antonio Gadesa można było zauważyć
elementy nawiązujące do współczesnego baletu. Z kolei Mariemma
kierował się w swojej wersji klasycznymi wzorcami tańca andaluzyjsko-cygańskiego.
Zupełnie inaczej podszedł do baletu Antonio, który pracując razem z Rosito
Segovią, Carmen Rojas i Paco Ruisem, uwypuklił realizm dramatyczny tego dzieła.
Melodie flamenco , chociaż w mniejszym stopniu, Falla wykorzystał w następnym
swoim balecie „Trójgraniasty kapelusz” powstałym na motywach noweli Pedro
Antonio de Alarcona. Po raz pierwszy balet ten pojawił się na scenie
Teatru Eslava w Madrycie pod nazwą „Burmistrz i młynarka”. Motywy
flamenco występowały w pierwszej wersji sporadycznie. Jednakże Sergiej
Diagilew posiadający wyczucie teatralne i dostrzegający oczekiwania
widza, zapoznawszy się z nowym baletem Falli, poradził kompozytorowi, aby
wprowadzić żywsze elementy flamenco.
W ten sposób pojawiła się w balecie wspaniała farruka młynarza, która
uzyskała sławę dzięki wykonaniu Miasina, ucznia Cygana Feliksa z Sewilli.
Ponadto de Falla uzupełnił finał znakomitą jotą.
22 lipca 1919 roku w Teatrze Alhambra w Londynie odbyła się premiera tego
baletu pod tytułem „Trójgraniasty kapelusz”. Kurtynę, dekorację i
kostiumy zaprojektował Picasso. Obsadę stanowili znakomici artyści:
Tamara Karsawina – młynarka, Leonid Miasin – młynarz, w roli burmistrza na
zmianę występowali Wójcikowski i Idzikowski. W balecie tym inspirowanym
muzyką flamenco słychać bulerias w kuplecie „Żoneczka, żoneczka......”
i w „tańcu z kiściami winogron”; fandango w tańcu młynarki.
Stopniowo rytmy flamenco trwale wplatały się w muzyczną strukturę utworów
wielu kompozytorów, przenikały w dzieła symfoniczne, będąc później
podstawą wykonania baletowego, np. „Świąteczna corrida” Salvadora
Bacarise, „Tańce fantastyczne” J. Turriny, „Rosario, La Triana” Juana
Manena, „Sonatina” Ernesto Alftera, „Odczucie” Infante, „Koncert
Aranjuez” Joaquina Rodrigo, niektóre tańce Enrique Granadosa, „Selestyna”
Joaquina Robledo, „Don Juan lub sewilski kpiarz” Joaquina Nin-Culmelia,
„Zabawa z bykiem” Cristobalia Alftera...
Roberto Gerard, przedstawiciel szkoły dodekafonii Szenberga, napisał pieśń
„Flamenco”, którą w 1943 roku wykonała w Londynie grupa baletowa Marii
Ramber. W utworze tym dostrzega się mieszankę melodii fandango i
siguiriyi, wyraźnie słychać też alegrias. Choreograficzna inscenizacja
„Flamenco” przypadła Else Brunellski, główną rolę odegrała Sara Lusita
i Roberto Arold.
Muzyka flamenco zyskała jeszcze większą popularność także poza granicami
Hiszpanii, gdy w katalońskiej liturgii pojawiła się „Missa Flamenca”,
dzieło Jose Torregrosy z Alicante Utwór ten oparty jest o tradycję
narodowego śpiewu „cante grande”, który jest powiązany z chorałem
gregoriańskim.
Przystosowanie cerkiewnego tekstu do rytmów flamenco wymagało mistrzostwa i
talentu. We „Mszy Flamenco” słychać prostą i przenikającą melodię
cania-polo pochodzącą z modlitwy pożegnalnej i zawierającą solea grande.
Ze wstępem kontrastuje delikatna harmonia glorii, w której słychać jabera i
malageenia, bliskie tematyce fandango. W „Credo” umacniającym
niezachwianość wiary, przeplatają się smutne dźwięki siguiriyi, tona i
debla. Dalej pojawią się radosna i pełna nadziei część „Sanctus”.
W kończącym dzieło „Agnus Dei” melodia zmienia się na niezmąconą radością
alegrias, po której pojawia się bulerias i solea. W optymistycznym
finale zmienia je motyw mirabras. Fragment książki Alfonso Puig Claramunt i Flora Albacin "El arte del baile flamenco" tłumaczyła Joanna Zatorska.
El Camarón de la Isla Urodzony/a: 1951 Zmarł/a: 1992,
Lipiec 2 Znany
jako: właściwie:
José Monge Cruz „ Pamiętam Cię takim jakim byłeś ostatniej jesieni” Paco de Lucia
Tamtego dnia Paco el del Gastor, Enrique Escudero i ja nagrywaliśmy gitary na płytę Bambino. Do studia wszedł pewien nieznajomy nikomu czternastolatek, który po raz pierwszy przyjechał do Madrytu z San Fernando. To był Camaron. Bambino powiedział nam żebyśmy zagrali mu chwilkę tak aby go posłuchał dyrektor wytwórni Colombia ..” zobaczymy czy nagra mu płytę”. Paco i Enrique byli zmęczeni i nie chciało im się grać, ja miałem wtedy 16 lat i może z solidarności mu zagrałem. Jose zaczął śpiewać por solea. To była klasyczna solea tradycyjna, jego śpiew podobny był do Mairena, ale było dobrze. Gość z wytwórni powiedział, że to się nie sprzeda i że nie jest zainteresowany. „ Nie martw się ja ci nagram płytę”- powiedziałem mu. I nie widzieliśmy się więcej. Kilka lat później spotkaliśmy się przypadkiem w Jerez, to było nad ranem, kiedy wracałem po nocnej zabawie do domu. Camaron był razem z synem de Parilla i tak między jednym kieliszkiem a drugim zrobił się dzień , wtedy Parilla zaprosił nas na drugie śniadanie do siebie do domu na patio. Tam znowu zaczęliśmy się bawić, pić, grać i śpiewać, i wtedy odkryłem kim był Camaron. Zwariowałem na jego punkcie. Nie mogłem pojąć nadziwić się tej perfekcji śpiewu, finezji, opanowaniu warsztatu i przyjemności z jaką śpiewał. Miał wszystko. Stałem się jego fanem na zawsze. Od tego czasu zacząłem już na serio planować wspólne nagrania i zaczęliśmy współpracę. Camaron często występował w” Torres Bermejas’ widywałem go każdej nocy. Pomiędzy jednym występem a drugim wychodziliśmy razem żeby się rozerwać na Callao, a kiedy już skończył pracę szliśmy razem na nocną fiestę. Spędzaliśmy razem dużo czasu. Przygotowywaliśmy płytę; w moim domu lub w domu moich rodziców i kiedy wyjeżdżaliśmy razem co roku na dwu-miesięczne tourne po Europie, mieszkaliśmy w jednym pokoju, cały czas grając i śpiewając o każdej porze, pełni zapału. Byliśmy bardzo młodzi, zapaleni, pełni harmonii i pełni marzeń, oddawaliśmy się czystej przyjemności tworzenia. To były piękne czasy. W całej twórczości Camarona jest wiele moich twórczych momentów, to tak jakbym śpiewał jego ustami. Ja zawsze byłem sfrustrowanym śpiewakiem i On był moim bohaterem. Jose miał dużo z muzyka, co jest rzadkie wśród śpiewaków, za to ja jako gitarzysta posiadałem dużą łatwość w komponowaniu i każdą frazę którą usłyszałem w głowie nuciłem mu z przyjemnością. Nasz świat krążył wokół muzyki. Tak samo ją odczuwaliśmy, mieliśmy tą samą wrażliwość flamenco, i podobnie wyrażaliśmy nasze odczucia, ponieważ odbieraliśmy na tych samych falach. Kiedy jechaliśmy pociągiem i patrzyliśmy na pejzaż za oknem odczuwaliśmy tą sama emocję, reagowaliśmy na rzeczy tak samo. Lubiłem go.
Con
la Colaboracion Especial de Paco De Lucia
Camaron
de la Isla Con la Colaboracion Especial de Paco de Lucia
|
|